tors męski zwany belwederskim
Wcale nie dawno, dawno temu, wcale nie za górami i za lasami. Całkiem blisko, tutaj obok i prawie wczoraj żyła sobie dziewczynka – kadłubek.
Nie była to jej wina, że urodziła się bez górnych i dolnych kończyn, była to wina niczyja.
Urodziła się raczej bez większego sensu i raczej nie znała odpowiedzi na większość trudnych pytań.
Kiedy miała pięć lat umiała już dobrze mówić i czytać, bo nie musiała marnować czasu na naukę chodzenia. W poniedziałki rodzice zostawiali ją na ławce w parku, żeby patrzyła na psy i drzewa. Przez resztę tygodnia stała na półce udając posąg Apollonia Ateniese, bo jej ojciec interesował się żywo historią starożytną i bohaterami minionych czasów.
W jeden z cotygodniowych poniedziałków podszedł do niej gruby jamnik.
Dziewczynko, dlaczego ty nie masz rąk i nóg – zapytał – przeżuwając znalezioną w trawie mysz polną. Ale ja nie jestem żadną dziewczynką, jestem przecież Apollonio Atenise – odpowiedziała spokojnie. Jamnik nie rozumiejąc o czym mówi dziewczynka, pomerdał ogonem, bo poczuł się naprawdę głupi i nieoczytany. W pełnej dezorientacji powiedział już tylko, że może i jest tym, czym mówi, że jest, ale wygląda całkiem jak taka dziewczynka, która w telewizji reklamuje karmę dla kotów, tylko jakby ktoś jej odciął nożem ręce i nogi.
Dziewczynka nie oglądała telewizji, bo w tym pokoju, gdzie postawił ją ojciec, telewizora nie było. Zawsze sądziła, że jest posągiem Apollonia, który jej ojciec dostał od swojej klasy na zakończenie roku szkolnego. Ale od tamtego poniedziałku myślała już tylko o reklamie karmy dla kotów, bo w uszach brzęczały jej ciągle niewyraźne słowa grubego jamnika.
Nie chciała pytać rodziców, czy jest tą dziewczynką z reklamy i czy ktoś jej odciął nożem ręce i nogi. Oni tak mocno wierzyli, że jest posągiem. Po co mieliby się martwić i zastanawiać, czy ich córka grała może w reklamie karmy dla kotów, a potem ktoś jej odciął wszystkie kończyny.
Ale kiedy w czwartek po południu mama przyszła wytrzeć z niej kurz i zapytać czy zjadłaby na kolację bób gotowany, dziewczynka powiedziała, że nie jest głodna, ale chciałaby stać w pokoju z telewizorem. Mama zastanawiała się przez chwilę, czy na półce w pokoju z telewizorem jest miejsce, stwierdziła, że właściwie to może przestawić stary wazon i od soboty dziewczynka może tam już stać.
W piątek nie mogła jeść ani spać. Była już blisko odkrycia wielkiej tajemnicy swojego istnienia. W sobotę rano poprosiła o włączenie programu, gdzie jest najwięcej reklam. Rodzice długo nie musieli się zastanawiać, bo reklam jest wszędzie pełno, a są też programy, gdzie reklamy emitowane są przez całą dobę. Włączyli jej więc kanał 234 szanując pierwszą w życiu dziewczynki prośbę.
W skupieniu definitywnym obejrzała reklamę sosu o smaku czterech serów, który wystarczy zalać wodą, telefonu komórkowego, który ma w sobie suszarkę do włosów i odkurzacz oraz serialu Fitness Club z 1994, który można kupić na płytach w wersji obcojęzycznej.
Były też reklamy lalek, które mówią, samochodów, które jeżdżą oraz nowootwartego w Warszawie salonu fryzjerskiego dla psów i kina, w którym wyświetlają pół tysiąca filmów na raz.
Oglądała te wszystkie reklamy i już ją bolała głowa, bo dowiedziała się nagle, że wszystko na tym świecie jest najlepsze. Nie ma rzeczy gorszych ani zwykłych.
Bolały ją też oczy i uszy. Właściwie bolała ją każda część ciała, którą tylko posiadała.
Ale obiecała sobie, że poczeka jeszcze dwa dni na reklamę karmy dla kotów, o której opowiedział jej jamnik. Bo zauważyła, że chociaż jest tyle różnych rzeczy na świecie, reklamują ciągle te same. Świat znała tylko z parku i z opowieści ojca. W telewizji nie było więc ani jednej rzeczy, o której słyszałaby wcześniej.
Przez dwa dni i dwie noce nie spała w ogóle, patrząc bez przerwy w ekran telewizora. Słyszała, że rodzice martwią się o nią i rozmawiają o tym w kuchni.
Widziała już kilka reklam karmy dla kotów. Tę o smaku czekoladowym reklamował sam kot, a tę o smaku grzybów marynowanych w occie żyrafa ze słoniem. Ale w żadnej reklamie nie wystąpiła mała dziewczynka.
Świat stał się znowu prosty. W następnym tygodniu rodzice przenieśli dziewczynkę na balkon, żeby pooddychała świeżym powietrzem.
A ona była bardzo zadowolona, że jednak nie zagrała w żadnej reklamie i że nikt nie odciął jej rąk i nóg nożem.

Komentarze (7):
morau jest taki nie graj w reklamah bo obetnom ci ronczki i nuszki.
dobra dobra bardzo dobra
jestem fanami jak mowi marcel
jestem największym chyba fanem talentu panny Napiórskiej. tors męski zwany belwederskim- genialny tytuł. pozdrawiam, panno Napiorska, niech panna pisze dalej :))))
pan jest fanem najwiekszym chyba, a ja najwieksza fanka na pewno.
agatko niech trwa to slowo co mi daje lekkie kujniecie. niech trwa
ach ach.. niech to trwa, niech trwa.
Czytam sobie od czasu do czasu w różnej kolejności wszystkie płody od początków i od końców i dziś mogę napisać że ta jest moją ulubioną bajeczką.
dzięki, bubu
siorka,wczesniej sie czytało,wiadomo.kocham twoje bajki,bez wyjątku.ale ty to wiesz.kazda jedna nakresla twoją osobowość.czytam po raz kolejny.gdybym czytała pierwszy raz,gdzies porzucone w sieci,i tak wiedziałabym ,ze sa twoje.
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna